czwartek, 26 kwietnia 2012

Popołudnie ...zapachniało koszoną trawką...

Popołudnia raczej są pracowite...
między odrabianiem lekcji  , zabawą , musimy jeszcze ogarniać swoje podwórko ...pomału bo na więcej nie mamy czasu i oczywiście wszystko zależy od pogody  :)
 Dzieci do szkoły a my po wstępnym ogarnięciu domku ruszyliśmy do ogrodu,dziś pierwsze koszenie trawy tego roku ,ten zapach zarezerwowałam dla siebie .Kocham czuć wiosnę , patrzeć na tą żywą zieleń i jak wszystko się budzi do życia ...



nie powinnam tego robić ze względu na moją rękę bo jednak to ciężka szarpanina ale  to tylko raz do roku   ;) nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności ...następne razy to już praca dla Romana.
  Po koszeniu niestety jeszcze jest kosmetyka brzegów, ale i przy tym zajęciu można prowadzić budujące rozmowy małżeńskie  ...



no oczywiście gruz sprzątnięty , efekty już widać ...



a działeczka.... od razu duuuuuuużo większa się zrobiła , tylko jeszcze dużo pracy przed nami ,ale pomału do przodu.Posadziliśmy dziś żywopłot od strony sąsiadów, będzie dwu kolorowy :)













...wreszcie się doczekał ,kupiliśmy go w zeszłym roku na wiosnę ale nie było czasu by się za niego wziąść i tak cierpliwie czekał ,  teraz niech rosnie i cieszy nasze oczka .
   Zmęczeni ,wróciliśmy do domu jak słoneczko tez odchodziło na odpoczynek ...

MIŁEJ  I SPOKOJNEJ  NOCY ...


środa, 25 kwietnia 2012

Poranek ... zawsze na najwyższych obrotach

Uf...już pojechali
nie lubię poranków ,a to dla tego że wszystko biegiem , ciągła mobilizacja smerfów i ten pośpiech,nie pomaga wcześniejsze budzenie dzieci  bo nadmiar czasu ich zdeorganizuje i tak wychodzą ciągle za późno ;) ale w szkole są na czas.
Maraton dla taty zaczyna się 6.15...biegnie po bułeczki do osiedlowego sklepu i szykuje śniadanie ,najczęściej są to płatki z mlekiem by rozgrzać brzuszki...




mój maraton to godzina 6.50...budzę dzieci ,
dziewczynki  z chodzą na śniadanko a ja szykuje ubranka do szkoły,
mąż kanapki do szkoły i kawa która stawia na nogi ;)
Krystian zanim siadzie do śniadania karmi psa ,a Adrian ma obowiązek ścielania łóżek
po śniadaniu mycie i ubieranie,
ja zaczynam czesanie dziewczynek  nie lada wyczyn bo cztery uczesać to zajmuje czasu sporo a każda chce wyglądać jak się należy....


po czesaniu, pies na spacer...(poranna toaleta ;)  )  reszta wskakuje w buty  i kurtki... i hyc w samochód  7.45 są w szkole ...
a ja  ?
delektuję się błoga ciszą ,kawa w dłoń i chwila oddechu ...
nie na długo  , bo został jeszcze jeden krasnoludek  który staram się by pospał do tej 8 bym w spokoju mogła wysłać szkolniaków . Ale zdarza się że w tym całym maratonie trzeba się jeszcze nim zająć ...oj w tedy to jest dopiero jazda ...
Ale ja nie mam jeszcze tak źle ...znam SUPERMENKI  które muszą sobie z tym całym maratonem porannym radzić same ( Sylwia pozdrawiam :)   )   mnie wspiera niezastąpiony Romeo :)

popołudnia nie są takie w stresie bo nic już nie musi być na czas ,15 min nie robi w niczym różnicy  ...



Kto pije kawkę ze śmietaną , to musi pić ją całkiem rano.
A kawkę z cukrem w samo południe... bo wtedy słonko przygrzewa cudnie.
Za to wieczorem z mleczkiem i cukrem...no i do tego ciasteczko z lukrem.  :)

czwartek, 19 kwietnia 2012

Szkolne atrakcje...





             W sumie oprócz  Michałka to każde z dzieci ma już pojęcie o szkole , jedni mniejsze ...drudzy większe , młodsi podchodzą do niej jeszcze przez zabawę ...



a starsi myślą  już o gimnazjum ...
...jedni zdobywają sukcesy


 a inni muszą jeszcze po pracować nad wynikami,
jednym nauka przychodzi łatwiej innym gorzej ,
              ale podsumowując,  każdemu trzeba pomóc ...
Każdego dnia wieczorem ,czeka na mnie 6 plecaków do sprawdzenia, oficjalnie codziennie sprawdzam lekcje :)  ... nie oficjalnie ,sprawdzam 2  każdego dnia inne .Zbyt wcześnie obdarzyliśmy "starszaków" zaufaniem co odbiło się słabszymi ocenami na półrocze, niestety ale świadomość kontroli zeszytów jest mobilizująca ...
            Dziewczynki chodzą wszystkie trzy do jednej klasy , wydawało się nam że będzie prościej, ale tylko się wydawało ha ha ...rzeczywistość jest taka że i tak korzystamy z tel. do wychowawczyni  ;) bo np. nie wiemy co zadane albo co należy przynieść do szkoły.
            Patrysia kocha szkołę miłością ogromną,każdy dzień wolny to dla niej nuda przeogromna mam nadzieję że jej ta miłość nie przejdzie ...ona dopiero rozpoczyna swoją szkolna drogę ;)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Weekend i... niewierny "Tomasz"

Witam po weekendzie , nie było co czytać...
ale wczoraj szybko padłam wieczorkiem , jednak praca na podwórku po zimie daje w kość , wszyscy śpimy jak przysłowiowe niemowlaczki   ;)
Nie wierzę pogodynkom , żadnej !!! choć to nie ich wina ,
dzień planuję jak zobaczę jaka pogoda rano za oknem ...
Piątek i sobota mieliśmy cudną pogodę a miało padać  , oczywiście wykorzystaliśmy ją na maksa nie mogło być innaczej, R zakupił nowe tulipanki miniaturki już kwitnące sadzonki...


 
oczywiście siły swoje spożyliśmy przy gruzie i rozbijaniu budy,efekty pokarzemy jak będzie koniec...i tu muszę zaznaczyć że R wytargował ode mnie paseczek działeczki na grządki warzywne a to przez Kamilkę znowu (oj mieszasz dziewczyno w tym moim ogrodzie :)  ) zaraziła mojego męża arbuzami... argumet był mocny
-wiesz jak dzieci się będą cieszyć jak pójdą  po sałatę ,rzodkiewkę  i szczypiorek  sami ....
a na arbuzy to już nie musiał tłumaczyć bo sama byłam ciekawa  ha ha
tym sposobem już wysiane warzywka do ogródka stoją na parapecie kuchni ...kabaczek , arbuz i sałata , resztę wysiejemy juz bezpośrednio do gruntu jak będzie gotowa grządka :)  także z grilla prosto na marchewkę ...
dziś rozpoczęliśmy sezon rowerowy , chyba już wszyscy mają swoje sprzęty  po myte, opony po pompowane  tylko nóżki Michasia muszą troszkę podrosnąć :)




 na koniec dnia ciasto truskawkowe w wykonaniu Misia , nietypowe bo rzucane o podłogę tzn. biszkopt pod placek .Nie wierzyłam Kamili i jak niewierny Tomasz musiałam  spróbować  i okazało się że naprawdę nie opada przepis super,ciasto wyszło super, z nowości dodam że truskawki nie były zalewane galaretką a była wsypana do musu truskawkowego i gęstniejącą masę siup na krem .... pychota jak  widać :)







W niedzielę zaprosiliśmy już ostatnich gości komunijnych ,spędziliśmy miłe popołudnie  gdy za oknem padał deszcz...planowaliśmy karmienie kaczuch, ale jeszcze nie raz tam powędrujemy ;)

Dziś też deszczowo, ale to dobrze bo ogólnie jest sucho niech popada,trawka się zazieleni...
a takie efekty strat jak sie gada z koleżankami na GG ...za to pachnie w całym domu ...


 na poprawę humoru ...bo za oknem coś ciemno ;)

Facet często spóźniał się do pracy, bo zasypiał. Kierownik zagroził mu zwolnieniem i biedak kupił sobie kilka budzików. Któregoś dnia budzi się o 8:15 (do pracy na 8). Budziki nawet nie zapiszczały. Przerażony leci do sąsiada - dentysty - i mówi:
- Rwij pan cztery zęby z przodu i pomaż pan mi twarz krwią. Powiem, że miałem wypadek.
Po zabiegu pyta dentysty, ile się należy. Ten mówi: 400 zł. Gość zdziwiony mówi, że normalnie jest 40 zł od sztuki. Dentysta na to:
- Tak, ale dzisiaj jest niedziela..
.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Do ogrodu marsz...

Kiedy nadchodzi wiosna , należy zadbać o swój ogród ...jaki on by nie był .
Nasz potrzebuje wiele pracy , jego stan wcale nie jest naszym wymarzonym ...ale małymi kroczkami do przodu. Nasza działeczka to tylko 750 m2  ,
 na której stoi dom ,
i muszą być atrakcje dla dzieci ,
w tym roku mamy ambitne zadanie ,stworzyć kącik rekreacyjny dla nas na kawę czy grilla  ...teraz wygląda to tak

oczywiście ten pies nie mieszka w tej budzie ....ha ha ha 


gruz został po przebudowie domu,mąż już się za niego zabrał ale jest go sporo :}  buda pójdzie na rozpałkę bo to po poprzedniej "bestii"...póki co kupujemy krzaczki owocowe dla dzieciaczków do skubania  ;)


malinki....
winogron...




jak jedni biegali z łopatkami do sadzenia  inni mieli poważniejsze zadania  do wykonania i brudniejszą robotę :)











a to nasze dzisiejsze zakupy...
nowy rododendron bo poprzedni przemarzł...tym razem różowy :)
i nowy kierunek ...róże ,jeszcze nie mam ich w swoim ogródku... 






poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Nasze tradycje...

Dom, rodzinę tworzy również   TRADYCJA...
Kiedy człowiek jest sam nie ma żadnej mobilizacji ale kiedy pojawiają już się dzieci wartości się zmieniają , dla nich człowiek pragnie  stworzyć DOM, coś co kiedyś przeniosą swoim dzieciom ...

Święta rozpoczynamy wspólnym uroczystym śniadaniem na którym nie może zabraknąć BIAŁEGO BARSZCZU to jest podstawa , w nim znajdziemy jajeczka ,kiełbaskę ,chrzan ,pieprz i sól z koszyczka wielkanocnego
śniadanie rozpoczynamy wspólnymi życzeniami i dzieleniem się jajeczkiem święconym...a następnie z pełnymi brzuszkami wędrujemy do kościółka...  :) popołudnie spędziliśmy wspólnie razem  w domku.

oczywiście nie ma świąt bez ciasta, pierwszy raz zagościły mazurki i słodkie pisanki ;)
Drugi dzień świąt, rozpoczął się bardzo mokro , mimo że za oknem zimno to jednak tradycja musi być czyli dużo wody...
a potem duuuuużo sprzątania , oczywiście polewamy się na parterze gdzie królują płytki podłogowe i nie ma większych strat ;)
 po obiadku miłe spotkanie w gronie rodziny ... czyli nalot na Babcie Elę (ma kobieta do nas cierpliwość  ;)  ) i tak minęły nam kolejne święta ,których tradycję poznawał Michałek po raz pierwszy...

sobota, 7 kwietnia 2012

Przygotowania ...i Święta :)

 Ostatni tydzień przed świętami , to wzmożone porządki chyba w każdym domu.
 U nas także nie może być inaczej , a więc do dzieła...

Wszyscy pomagali jak mogli i umieli...
każdą pomoc doceniam , ale bardziej mnie cieszy to że każdy czuje że to jego DOM i daje kawałek od siebie ;)   . Nie jest łatwo pracować i przygotowywać z dziećmi , potrzeba do tego wieeeele cierpliwości,może nie każdy placek wyszedł jak trzeba ... może pranie schnąć  dwa dni dłużej  ... ale to nic ,Radość z pomocy jest o wiele większa   :) 
 W takim razie zostaje nam świętować ...




                                       
                                              RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH



Zdrowych, Pogodnych
Świąt Wielkanocnych,
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
Obfitych łask i błogosławieństw
od Chrystusa Zmartwychwstałeg
o,
Serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół
oraz WESOŁEGO ALLELUJA !!!





niedziela, 1 kwietnia 2012

To co kobiety lubią najbardziej...ZAKUPY :)

Czy mała, czy duża...
każda z nas lubi zakupowe szaleństwa.
U nas zbliża się wielkimi krokami  Duża uroczystość ... I Komunia Św. trzech dziewczynek , chciała bym podzielić się z Wami owocami naszych zakupowych szaleństw... ale bardziej przygodami jakie napotykaliśmy po drodze...

1. Pierwsze były sukienki komunijne...decyzja podjęta ,mimo że idą we trzy  i pole do wyboru miałyśmy duże  zdecydowałyśmy się na jednakowe ...i tak się też stało :)




2.Rękawiczki....najprostsza sprawa ? Nic mylnego , te krótkie wyglądały okropnie na chudziutkich paluszkach  padła decyzja ...długie i bez paluszków .
3.Wianuszki...jak sukienki jednakowe to i wianuszki a co , by nie było liczenia która ma więcej kwiatków ...nie udało się ,no jak kupić wianuszek który przelatuje przez głowę , po długich tłumaczeniach zostały kupione dwa standardowe (różne ) i jeden do koczka dla Justynki ( która nota bene marzyła o pięknych lokach :(  )...  siła wyższa.



4.Buty... nasza zmora tego roczna, kupowanie bucików wiosennych dla czterech dziewczynek to pikuś  , ale kupić trzy pary komunijnych w rozmiarach 28 - 30  okazało się CUDEM, nie będę wspominać że nasze zakupy zaczęły się od komentarza sklepowej że rozmiarówka komunijna zaczyna się od 32 nr ....nie poddałyśmy się ,zjeżdżone kilometry dały efekt , dwa dni i buty kupione , 3 pary  ...




5. Już na koniec sukienki na przebranie ,coś praktycznego by potem wykorzystać na różne wyjścia ... a im by było wygodnie na przyjęciu...


Efekt końcowy będzie można zobaczyć po  6 maja ...
Mam cichą nadzieję że jako mama , ta na  " zapas "  wywiązałam się godnie  ;)...
natomiast tatuś (jak nie mężczyzna ) bez zbędnych słów wyskakiwał z kasy ;)...

Tu bywacie najczęściej...